Syfon do bitej śmietany


Syfon do bitej śmietany

2011-12-02 08:53:47

Odwiedziłam niedawno moją znajomą. Jak wiadomo, każdy ma jakieś skrzywienie. Ona gotuje. Kończy właśnie technikum gastronomiczne i szykuje się na studia. Nie jest to jednak zwykłe, praktyczne podejście do przyszłego zawodu. To obsesja. Kuchnia w jej domu jest prawdziwie profesjonalną pracownią, ponieważ każdy wolny grosz przeznacza na nowe sprzęty, które pozwolą jej udoskonalić swój warsztat kucharski. Kiedy nieśmiało zaglądam jej do garnków, zawsze znajdę coś dobrego dla siebie. Ponieważ sama nie gotuję zbyt dobrze i mało mam na to czasu, to odwiedzam ją coraz częściej i nigdy nie pogardzę jej przysmakami: od abstrakcji typu kurczak w sosie malinowym, po tradycyjny rosół. Nierzadko przesiadujemy razem w kuchni. Pomagam jej obierać ziemniaki do zapiekanki, podczas gdy ona jest mózgiem operacji o kryptonimie „ciepły posiłek”. Obserwuję tajemnicze sprzęty, których nie widziałam nigdy na oczy. Każdy mnie zadziwia, nie wiem do czego służą. Uczę się o coraz to nowych cudach techniki. Do większości już się przyzwyczaiłam, ostatnio jednak przykuł moją uwagę nowy nabytek: niewielkie urządzenie ze stali nierdzewnej, wyglądające troszkę jak szejker, z dużo jednak dziwniejszym zakończeniem. Zapytałam ją, do czego to służy. Okazało się, że jest to syfon do bitej śmietany. Dalej mówiło mi to niewiele, więc postanowiła mi pokazać, jak to przedziwne urządzenie działa. Wyjęła z lodówki trzydziestoprocentową śmietanę oraz coś, co okazało się być nabojem do syfonu do bitej śmietany. Wykonała kilka zręcznych ruchów i w ciągu chwili śmietana była ubita, a my zaczęłyśmy ją bezkarnie zajadać, narzekając, że przytyjemy.
    Kiedy już byłam najedzona i szczęśliwa, naszła mnie ochota, aby poeksperymentować. Zapytałam, co się stanie, jeśli użyć tego przyrządu próbując spienić coś innego, np. wodę. „Wodę to raczej nie – odparła moja znajoma – ale wiele innych substancji się nada. Można tak napowietrzać kremy, sosy itp. A o prócz tego… zresztą czekaj, pokażę ci. jak szaleć, to szaleć”. Podeszła do lodówki i wyciągnęła z niej koszyk malin. Nie wiem, co robił u niej koszyk malin w środku listopada, ale jeśli mam być szczera, to wcale mnie tym nie zdziwiła. Mogłam się po jej domu spodziewać różnych kulinarnych cudów, których u mnie ze świecą szukać. Nie można było również dostrzec na mojej twarzy zaskoczenia, kiedy sięgnęła po syfon do bitej śmietany i włożyła doń maliny. Użyła go, po czym odstawiła na bok. „Będziesz musiała poczekać, żeby się przekonać, co z tego wyszło” – powiedziała, po czym wróciłyśmy do plotek i popijania zielonej, liściastej herbatki.
    Po upływie około godziny Andrea (bo tak ma na imię opisywana przeze mnie znajoma) wyciągnęła maliny i dała mi ich spróbować. Teraz dopiero poczułam prawdziwe zdziwienie, kiedy okazało się, że te owoce musują! Mogłam je jeść bez końca, tak zaskakujący był ich smak. Andrea częstowała mnie tyloma smakołykami, że aż robiło mi się głupio. Myślałam, że zaraz mnie wyprosi z domu w obawie, że spustoszę jej lodówkę. Myliłam się bardzo, ponieważ miała we mnie wiernego słuchacza i wyznawcę – nie ma co ukrywać, że Andrea lubi popisywać się swoimi zdolnościami kulinarnymi i niesamowitymi urządzeniami. Ja z kolei lubię ludzi z pasją i jeść. Uzupełniamy się.
    Tamtego wieczora powiedziała, że pożyczy mi kiedyś syfon do bitej śmietany, żebym mogła sobie zrobić ciastka. „Ja i ciastka? – spytałam zdziwiona – Odbiło ci? Jeśli kiedykolwiek upiekę coś zdatnego do spożycia, będziesz mogła uznać to za niemały sukces pedagogiczny, ale jeszcze nie czas na to. Po za tym – co mają syfon do bitej śmietany i ciastka wspólnego ze sobą?”. Ona zaśmiała się i podała mi bardzo prosty przepis. Wystarczy zmieszać parę składników, spienić za pomocą tego urządzenia i wrzucić do kuchenki mikrofalowej na trzydzieści sekund, a upiecze się puszyste ciasteczko. Niesamowite! Jeszcze nie próbowałam, ale z pewnością jeszcze je przyrządzę.
    Wdzięczna jestem losowi, że zapoznał mnie z Andreą. Gdyby nie ona, z pewnością byłabym bliższa anemii, niż ktokolwiek inny. Kiedy wróciłam do domu i z czystej ciekawości otworzyłam lodówkę, zobaczyłam tam niemalże jedynie wiatr i kostki lodu. Dobrze, że nie byłam głodna. „Jutro się zrobi zakupy” – pomyślałam, idąc spać. Zaraz potem naszła mnie jeszcze jedna myśl. W jednej sprawie jednak wyprzedzałam gastronomiczno-technicznie Andreę. Miałam zmywarkę do naczyń, a ona nie. Co prawda była mi ona potrzebna jak rybie rower, ale czego się nie robi z lenistwa?

.

bita śmietana  syfon  syfon do bitej śmietany  


poprzedni artykuł: Barowe kostkarki do lodu
artykuł: syfon do bitej śmietany
następny artykuł:


Komentarze (0) zostaw komentarz
  1. Syfon do bitej śmietany - brak komentarzy

Autor:
Kod zabezpieczający: <= przepisz kod 91783